8.07.2012

28. Alles wird gut?

I znowu ja. Zbliżamy się do końca, dzisiaj przedostatnia część opowiadania. 
Bardzo dziękuję za komentarze i przepraszam za tę dawkę nerwów, którą Wam ciągle serwuję. ;p Jestem złym człowiekiem.
Pozdrawiam wszystkich i życzę miłej lektury!


28. Alles wird gut?

- Na twoim miejscu pojechałbym do szpitala. Załatwimy jakiś transport.
- Nie chcę jechać. Ał! – jęknął po raz kolejny, gdy Isaac ucisnął jego rękę blisko pojawiającej się opuchlizny.
- Jesteś upartym kretynem! Takie rzeczy trzeba jak najszybciej prześwietlać!
- Daj spokój, nie przekonasz go – pokiwał głową Marcus, co i raz zerkając na drzwi wejściowe do sklepu. Lepiej żeby nikt z klientów nie dostrzegł powstałego w tym miejscu prowizorycznego gabinetu lekarskiego. – Znaleźlibyśmy ci transport, to nie jest aż tak daleko.
- Dajcie mi spokój. Naprawdę – powiedział, masując skroń. Nadal był w szoku, ale wiedział na pewno, że jedyne o czym marzy to koniec tego koszmarnego dnia.
- Naprawdę to powinieneś jechać na pogotowie. Zabiorę cię tam, czy tego chcesz, czy nie!
- Isaac, przestań! Nie zaciągniesz go na siłę.
- Założymy się?
- Niech robi, co chce, nic nam do tego.
- Nie może! Jeśli to złamanie, rozwali sobie rękę!
- Być może, ale to jego złamanie i jego ręka. Bill? – blondyn zwrócił twarz w stronę kolegi. – Kim byli ci kolesie?

Chłopak spuścił wzrok.

- Pierwszy to Georg. Kumpel z zespołu – odpowiedział powoli. Coraz bardziej bolała go głowa.
- A ten drugi?

Przetarł oczy palcami i westchnął cicho.

- Tom Kaulitz. Mój brat.

Pozostała dwójka spojrzała po sobie, a następnie na swojego kolegę, który miał problemy ze znalezieniem odpowiedniej pozycji na krześle. Wszystko pulsowało, bolało, a najbardziej głowa i prawa ręka.

- Chyba nie macie dobrych stosunków rodzinnych – wypalił Isaac, nie będąc pewnym, co właściwie powiedzieć.
- Teraz to już nie mamy żadnych – jęknął Bill. – Kurwa mać!

Dźwięk telefonu w ostatniej chwili powstrzymał go przed popadnięciem w rozpacz. Szybko zerknął na wyświetlacz. Brown.

*

- Podsumowując, zadzwoniłem w porę – stwierdził Steven, kiedy byli w drodze do szpitala. – Dobrze, że dzisiaj wcześniej skończyłem robotę. Isaac i Marcus zostali w sklepie?
- Tak, dadzą mi znać, jeśli coś się będzie działo.

Drwal zerkał na chłopaka, który wyglądał i czuł się coraz gorzej. Im więcej czasu mijało, tym więcej myśli krążyło po jego poobijanej głowie. Patrzył przez szybę, lecz przed oczami zamiast drzew pojawiał się obraz jego brata. Przymknął oczy i oparł głowę o szkło.

- Przykro mi z powodu tego, co się stało – usłyszał.
- Dzięki.
- Obaj musicie to spokojnie przetrawić. To nie taka mała rzecz zobaczyć się po takim czasie.
- Tom nie wiedział, że przeżyłem, dlatego się wściekł.
- Osobiście nie dziwię mu się. Nie myśl teraz o tym, musisz dojść do siebie.
- Łatwo powiedzieć.
- Zawsze jest łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Dalej rozmawiali zdawkowo, co jakiś czas wymieniając między sobą zdanie czy dwa. Normalna rozmowa na chwilę obecną przekraczała możliwości dwudziestolatka.

- Będzie dobrze, dasz radę. Nie jesteś tu sam.

*

- Cześć.

Przywitał ją dość przygnębiający obraz. Bill leżał na swoim łóżku, patrząc przez brudne okno, przez które dało się dostrzec cały ogród, sklep i nawet kawałek ulicy.

- Cześć, wejdź.

Nim zdążył się obrócić, dziewczyna zajmowała już miejsce u jego boku.

- Nie wyglądasz dobrze.
- Wiem. Nie czuję się dobrze.

Był opuchnięty i obolały. Na tle wszystkiego najbardziej jednak wyróżniała się obandażowana ręka, lekko zgięta i przymocowała chustką do jego korpusu.

- Bardzo cię boli?
- Nie, nie jest złamana.
- Przynieść ci coś?
- Nie, nie trzeba. Mam wszystko.
- Twój ząb…
- Jest nadłamany, wiem.

Z jednej strony bardzo chciał zostać sam, z drugiej zaś potrzebował towarzystwa. Pragnął troski, opieki i wsparcia bliskich mu osób. Po odtrąceniu, jakiego doznał, potrzebował tego wszystkiego, by najzwyczajniej w świecie nie zwariować.

- Marcus mówił mi, co się stało, ale to dla mnie niepojęte. To naprawdę był twój brat?
- Nie kto inny. Bywa wybuchowy.

Przyszła mu na myśl jedna z ich wspólnych awantur. Zaczęło się od rzucania ciuchami, a skończyło na rękoczynach, których nawet wspólne starania Gustava i Georga nie były w stanie przerwać. O co poszło? Już nie pamiętał.

- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.

Delikatny dotyk na jego ramieniu.

- Nie będzie, ale dzięki – odparł stanowczo. Ponownie zwrócił głowę w stronę okna. W pokoju niespodziewanie pojawił się jego współlokator.
- Crystal ma rację. To nie koniec świata. Jeśli twój brat nie chce się z tobą widzieć, może powinieneś to przyjąć? – Bill ani drgnął. Chłopak kontynuował – Nie wiem, jakie były stosunki między wami, ale nikogo do siebie na siłę nie przekonasz. Twój brat pokazał swoim powitaniem, że nie jest do ciebie pozytywnie nastawiony. Ja bym odpuścił.
- Może po prostu dajcie sobie czas? – zaproponowała Crystal. – To dla was obu trudna sytuacja. Przemyślcie wszystko na spokojnie, jestem pewna, że dojdziecie do porozumienia. Ostatecznie, jesteście braćmi.
- I to jest problem. Tom jest tak samo uparty jak ja. Nie odpuści – odpowiedział, odwracając się od szyby. – Położyłem sprawę. Teraz nie mam już po co wracać.
- Bill…
- A twoi kumple? Reszta rodziny? Ten koleś z dzisiaj cieszył się na twój widok.
- Nie chcę teraz o tym myśleć. Przespałbym się, jestem wykończony – stwierdził nagle, poprawiając trzymany przy policzku worek z lodem. – Crystal, nie masz może lusterka?
- Tak, już ci daję.
- Dzięki.
- Gadałem z ojcem. Dostaniesz wolne do końca tygodnia. Z tą ręką i tak wiele nie popracujesz, a twoja twarz będzie tylko odstraszać klientów – zwrócił się do chłopaka, który właśnie przyglądał się swojej ukruszonej górnej jedynce oraz spuchniętej wardze.
- Dzięki, to miłe – odpowiedział mu na wpół ironicznie.
- Tylko stwierdziłem fakt.
- Podaj mi proszę ten lód. Wrzucę go do zamrażalnika i przyniosę ci coś innego.
- Dziękuję.
- Ja się zajmę swoimi rzeczami, jeśli pozwolisz. Bycie pielęgniarką nie jest dla mnie.
- Dla mnie też by nie było – zaśmiał się blondyn, lecz po chwili na powrót spoważniał. – Dzięki za to w sklepie. No wiesz…
- Dziękuj swojemu kumplowi, bo gdybyśmy byli tam sami, nie wiem, czy wyszedłbyś z tego w jednym kawałku. A ty swoją drogą naucz się bronić. Koleś okładał cię równo, a ty nawet nie podniosłeś na niego ręki!
- To był szok, nie moja wina…

Marcus tylko pokręcił głową i podszedł do swojego łóżka. Czemu nie powiedział mu prawdy, że nie potrafił obronić się przed Tomem? Że jego smutek był gorszy od każdego kolejnego ciosu?

Skrył oczy pod grzywką tuż przed nadejściem Crystal. Nie chciał pozwolić, by dziewczyna widziała jego łzy.

- Co to za samochód?

Obaj spojrzeli zdziwieni za okno, w stronę, w którą spoglądała blondynka. Rzeczywiście, czarny pojazd zaparkował przy krawężniku.

Bill zerwał się z łóżka. Poznawał ten samochód.

- Siedź! Ja to sprawdzę – zatrzymał go Marcus. – I tak muszę wracać do sklepu.
- Idź szybko, żeby nie odjechał – ponagliła go zaniepokojona Crystal.
- Zostawiłem kartkę, że wracam za 10 minut, więc myślę, że poczeka. Trzymaj go lepiej, bo wyskoczy przez okno.

Blondyn prychnął, lecz nie odpowiedział koledze. Przejęty wpatrywał się w niewielki obiekt za oknem.

- Myślisz, że to twój brat?
- To ten sam samochód.

Jego zdenerwowanie z każdą sekundą rosło. Dłoń na jego dłoni.

- Będzie dobrze.

Prosił w duchu, żeby jego współpracownik przyspieszył kroku. Żeby już otworzyły się te przeklęte drzwi. W końcu tak się stało, jednak nie ujrzał tego, czego oczekiwał.

- To twój brat? – spytała Crystal.
- Nie – odparł z ledwie wyczuwalnym entuzjazmem, gdy ujrzał chłopaka o długich prostych włosach przechodzącego przez bramę wejściową. – Georg, kolega z zespołu.